niedziela, lipca 14, 2019

Były sobie kotki dwa - czyli koty w stylu vintage

Były sobie kotki dwa - czyli koty w stylu vintage

Uszyłam kotki. Jeszcze sama nie do końca w to wierzę, ale oprócz tego, że je „wykończyłam” to jeszcze zrobiłam im sesję. Miałam czas. Miałam spokój. Miałam natchnienie.

Kotki uszyłam już dawno. Spoczywały w pudełku, gdyż nie spełniały moich oczekiwań i jakoś tak zupełnie nie pasowały do mojej wizji. Miałam nawet pomysł by je wyrzucić. Wyjęłam je ze śmietnika z myślą, że może jednak doszyje kiedyś ubranka.

I na kotki przyszedł czas… Doszyłam ubranka, z których jestem bardzo zadowolona. Właściwie to z kolorystyki, bo jak wiecie mój warsztat ubraniowy jest bardzo kiepski. I nie zapowiada się, że się poprawi.

Takie małe szycie dało mi odrobinę radości. A takie małe „radostki” są niezbędne w macierzyństwie. Kotki pozwoliły mi na powrót do wspomnień. Ileż ja się kiedyś naszyłam… na moim.. plastikowym Łuczniku :)






niedziela, lutego 24, 2019

Wiosenne Czapki "Lama Style" #mamamiuszyła

Wiosenne Czapki "Lama Style" #mamamiuszyła
Ja dziś na szybciutko, króciutko o naszym małym czapkowym projekcie. Projekt Ania&Ada ruszył z wielkim zapałem. Wykorzystałyśmy ostatki sił i resztki czasu, jakimi można dysponować przy dzieciach. Wyprodukowałyśmy "morze' czapek. 
Które się rozstąpiło. Haha.
A tak poważnie, to czapeczki rozeszły się po znajomych i kilka zostało dla naszych dziewczyn. 
Takie to było morze :)

Trud szycia dzianiny elastycznej dał mi się we znaki. Okazało się, że moje podstawy "szycia" są tak marne... że... musiałam uzupełnić swoją wiedzę w trybie natychmiastowym. Szycie ma naprawdę wiele poziomów wtajemniczenia. Wiele osób wyśmiewa zawód krawcowej, co jest dość przykre bo "dobra krawcowa" musi być naprawdę bardzo zdolna.

Hanulka w czapce wiosennej z jerseyu w cudowne lamy. Mamy dwie wersje: musztardową i niebieską :)






niedziela, grudnia 23, 2018

Świąteczne skarpety handmade od NIAF NIAF

Świąteczne skarpety handmade od NIAF NIAF

6 grudnia odbyła się u nas iluminacja świetlna czyli odpalenie wszystkich lampek led i muzyczna relacja dekoracji. W tym roku moim największym celem były skarpety. Uwielbiam je... tak sobie pomyślałam, że za rok już nie będę musiała szyć, ale mój mąż sprowadził mnie na ziemię "Przecież za rok wymyślisz sobie skarpety w innym kolorze..."






Ile uszyłam poszewek? Hmm chyba 8 poszewek, a i tak okazało się za mało :D Polecam wszystkim dekoracje "patyk", według mnie najprostsza i najszybsza do wykonania dekoracja świąteczna, która daje dużo możliwości. Można zawiesić na niej świąteczne bombki i ludziki, gałązki czy pierniczki.


No dobra lampki serduszka są już dość stare :D Tych wyjątkowo nie kupiłam z okazji Świąt :)


Słynny "patyk" :)









niedziela, grudnia 23, 2018

Święta Bożego Narodzenia - dekoracje w Hanulkowym pokoiku

Święta Bożego Narodzenia - dekoracje w Hanulkowym pokoiku
Ha! Pokój Hanulki to mój wielki sukces wnętrzarski. Kto mnie zna ten wie, że nie lubię i nie umiem urządzać wnętrz. Boje się koloru. Boję się mocnych wzorów. Ciągle mam wątpliwości. Trzymam się raczej spokojnych barw. W przypadku Hanulkowego pokoju jestem bardzo zadowolona z szarych ścian. Bardzo szybko można zmienić "wystrój" pokoiku zmieniając tylko dodatki. To rozwiązanie idealne dla takich ludzi jak ja, czyli "wnętrzarskich tchórzy".

W tym roku przepadłam świątecznie. Bardzo dużo szyłam. Właściwie od listopada. Kupiłam chyba z 5 kompletów lampek led... W półeczce - domku ustawiłam dwie szyszki. Jedna jest szyszką Hanulkowego Taty... bodajże z Rzymu. Nosi nawet ślady inwencji twórczej Taty - brokacik. Druga to moje znalezisko z Gran Canarii. Szyszka ta stała samotnie na środku ulicy. Wygląda na to, że tam na mnie czekała... Przez dalszą część pobytu nie znalazłam już ani jednej. W półeczce zamieszkał też jeż od Klaudyny z Karmelowej Krainy, mini czapeczka, atrapy prezentów i przepiękna kulka śnieżna od przyjaciółki Klementynki. Przenieśliśmy też fotel uszak, który dużo lepiej wygląda w Hanulkowym pokoju niż w salonie. Nad nim zawisła girlanda :)





wtorek, grudnia 18, 2018

Lama Style - Zestaw dla małej Oli

Lama Style - Zestaw dla małej Oli
Przepiękna niebieska girlanda z proporczyków z motywem lamy? I to jeszcze w pokoiku dziewczynki. Dlaczego nie!? Kto powiedział, że wszystko co dziewczęce musi być różowe? 
Dzisiaj pokaże wam zestaw dla córeczki mojej koleżanki - Ady. Oprócz girlandy uszyłam też dwa woreczki na "przydasie". U nas woreczki bardzo się sprawdzały. Pakowałam w nie zabawki, ubranka, zestaw do przewijania. Dzięki temu opanowywałam ten znany wszystkim mamom "chaos" w torbie. 

Zobaczcie pomimo tego, że na świecie od ponad roku jest Hania, coś udaje mi się uszyć. Czasami ktoś użala się, że nie mam czasu na szycie, czasami ktoś do nas przychodzi i pyta "Jak ty znajdujesz na to czas?" Chciałam nawet zrobić post na ten temat. Może z czasem mi się uda. Pamiętajcie... macierzyństwo dzieli się na dwa rodzaje:

"Mam dziecko (dzieci) nie mam czasu."
oraz
"Mam dziecko (dzieci) nie mam czasu, ale... wykorzystam ostatnie zasoby energii i coś zrobię."




niedziela, listopada 04, 2018

Edmund w kropki

Edmund w kropki
Dzisiaj wygasa domena niafniaf.pl. Zaczęłam się zastanawiać czy jest sens przedłużać. Odrobinę mi żal tego bloga oraz tych blogowych znajomości. Do dzisiaj mam kontakt z czterema wspaniałymi dziewczynami poznanymi dzięki niafniaf.pl. Chciałabym tutaj napomknąć o Agnieszce, z którą zaczynałyśmy blogowanie razem z kotem na kolanach. Oj co to były za czasy! Dużo, dużo szycia, piękne zdjęcia, inspiracje. Teraz też tak jest! Co prawda za sprawą trójki małych skrzatów już nie publikujemy tak często, ale nadal doradzamy sobie kulinarnie, wspieramy remonty, trudne chwile macierzyństwa. Aga jest moją inspiracją zabawkową, edukacyjną oraz książeczkową. W końcu jest pedagogiem :)

Dziś nasz Kropkowy Edmund... W dobrym momencie. Kiedy ODRA na czasie. Co takiego Edmund by nam przekazał? SZCZEPCIE SWOJE DZIECI!

#szczepimy







wtorek, września 04, 2018

żółto - szary pokój dla dziewczynki - jak urządziłam pokój Hanulki?

żółto - szary pokój dla dziewczynki - jak urządziłam pokój Hanulki?
Kiedy byłam w ciąży uznaliśmy, że kącik Hanulki zorganizujemy w naszej sypialni. Nie uśmiechało nam się biegać z jednego końca mieszkania do drugiego w nocy po kilka razy. Zamysł był taki... po jakimś czasie wyprowadzimy się, a Hanulka zostanie w naszej sypialni, tyle, że bez naszego łóżka. 

Szary pokój i co dalej? Ciąża to hormony. Hormony to klapki na oczach. Babygirl to różowe okulary. Pomysł był taki, że pokoik będzie szaro-różowy. 
Na szczęście pokój obmyślaliśmy dopiero po ukończeniu przez Hanię 6 mca. Do tego czasu zbrzydł nam kolor różowy. Przemyśleliśmy położenie pokoju (od północy). Odrzuciliśmy turkusowy, zielony, filetowy. Stanęło na żółtym. Cel był taki: ocieplić pokój. 

Hanula dostała w spadku komodę MALM oraz nasze pierwsze mebelki KALLAX (wędrowały chyba po wszystkich pomieszczeniach w domu). Szafę PAX kupiliśmy przed porodem, dostosowując ją do potrzeb małych ubranek i drobiazgów.



No i teraz moje 5 min :) Szyciowe wyzwanie i zarazem ostatnia przygoda z moim starym ŁUCZNIKIEM. Żebyście mieli pojęcie na czym powstawały króliki to byście mi sprezentowali maszynę z żalu i obawy, że wykończę się nerwowo.

Co uszyliśmy:
Poduchy
Siedzisko na czterokomorowy KALLAX (zamówiona pianka tapicerska pod wymiar, pokrycie z suwakiem, paseczki do wiązania siedziska - nie przekonały mnie rzepy)
Girlanda z proporczyków
Pokrowiec na materac kostkę (Materac kostka to siedzisko, które w razie potrzeby rozkłada się na materac do spania dla rodzica lub małego gościa)



Półeczki domki to był najbardziej dyskusyjny temat, zaraz po gwiazdkach (rozmyślaliśmy kropki, ale ich równomierne naklejanie na siatce nas zniechęciło) Domki robił sympatyczny Pan Stolarz, który nie spieszył się specjalnie :D Wracając do gwiazdek... tak to są naklejki, z którymi odchodzi farba. Ale co tam! Dzieciństwo ma się tylko raz! Do dzisiaj pamiętam koleżanki, które nie mogły naklejać plakatów bo... ściana się zniszczy :)




Siedzisko KALLAX powstało bardzo spontanicznie. Jak tylko odwróciłam mebel zobaczyłam, że Hania będzie miała dobry dostęp do zabawek. W korytkach mogę zmieniać zabawki i zawsze z chęcią podchodzi i korzysta z nich. Mali goście pierwsze kroki lub czworaki kierują właśnie w stronę korytek.


Biblioteczka. Nie było sensu wyposażać pokoju w regał na książki. Na to przyjdzie czas. Zdecydowaliśmy się na półeczki na ramki z IKEA. Jedna odzyskana, pełniła kiedyś funkcję półeczki na szklankę :)


W domku jak widzicie zamieszkał Stary Edmund - Żaba. Lampki kulki zrobiłam z dwóch kompletów, tak żeby jednak był ten żółty akcent kolorystyczny.


Dywan... dywan jest tutaj największym moim rozczarowaniem. Przepiękny wzór w liski urzekł nie tylko mnie, ale i kilka osób które doradzały mi i pomagały w decyzjach. Zamówiony w sklepie Komfort, jednak bardzo cienki... praktycznie jak chodnik.



Z żółtych elementów pojawił się stołeczek MAMUT z Ikei. Właściwie będąc na wycieczce w Ikei zobaczyłam go w KALLAXIE na dziale dziecięcym i stwierdziłam, że jest idealnie żółty do mojej wizji pokoju :) Przydać na pewno się przyda, nie kosztuje dużo, a jest bardzo wytrzymały.
Zobaczcie! Naprawdę łatwo, niewielkim kosztem zrobić pokój w taki sposób by mógł się zmieniać. Teraz wyobraźcie sobie, że zdejmujemy wszystkie ŻÓŁTE dodatki. Zostaje szary pokój, taki bez wyrazu. I możemy szaleć na nowo! :)
















czwartek, sierpnia 30, 2018

słodkie spodenki w donuty czyli #mamamiuszyła

słodkie spodenki w donuty czyli #mamamiuszyła
Część.
Dzisiaj krótko i słodko o spodenkach. Mama Ania uszyła dla Hani spodenki typu pumpy z jerseyu. Jak mnie znacie to wiecie, że szycie ubrań nigdy mnie nie pociągało. Dlatego to moje pierwsze spodenki. Nie mówię, że ostatnie...
Hania zaprezentowała spodenki na najwyższym poziomie. 
Powiem Wam, że szycie spodenek umęczyło mnie zdecydowanie bardziej niż zabawek. Po pierwsze nie mam wprawy, po drugie nie lubię ściegu owerlokowego, po trzecie jak na krawca sezonu przystało, przez pół godziny (na godzinę wolną) szukałam agrafki :) Poważnie... nie miałam w akcesoriach do szycia agrafki. Nie wiem jak to możliwe, ale cały komplet gdzieś zniknął. 
Jutro będę odbierać pytania, czy Hania spała jak szyłam spodenki? Gdzie była Hania jak szyłam spodenki? Czy zamknęłam Hanie w więzieniu, żeby uszyć spodenki (więzienie = kojec)?
Odpowiem już dziś. Hania była ze swoim super Tatą na spacerze. Podczas porannej drzemki wykroiłam spodenki, znalazłam gumkę, nici i inne potrzebne przybory. Byłam przygotowana!








niedziela, lipca 29, 2018

Świnka typu Maileg

Świnka typu Maileg
Nawet nie pamiętam kiedy uszyłam świnkę... Było to... dawno... na pewno wtedy kiedy Hanulka jeszcze była stacjonarnym Bobem. Obecnie mam ogromny bałagan w szyciowych przyborach, na komputerze (tu zdjęcia wołają - uporządkuj nas...) maszyna się buntuje. Oj nie wiem co będzie z NIAFEM... może ten brak czasu to dobry czas by coś zmienić... niewykluczone, że rozstaniemy się z blogiem, na rzecz czegoś nowego. Nowe jest piękne. Choćby tego NOWEGO nie było tu, w internecie.



piątek, czerwca 22, 2018

BOBSTEROWE WYJAZDY czyli wakacje z niemowlakiem

BOBSTEROWE WYJAZDY czyli wakacje z niemowlakiem

To co jedziemy? Jedziemy. Last minute. Pakujemy dwie walizki. Kupujemy filtry słoneczne. Jesteśmy gotowi.
Czy z dzieckiem jest tak łatwo? Niektórzy mówią, że z dzieckiem można wszystko. A ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Jak to można wszystko?
Wyobraźmy sobie ząbkujące dziecko. Rozdrażnione, bez humoru, czasem nawet z gorączką. A my właśnie lecimy zwiedzać jakiś kościół na wyjeździe. Z podejściem - pojęczy, popłacze i przestanie.
Nie nie, to tak nie może być, nie powinno. Trzeba uszanować nastrój dziecka, szczególnie takiego w wieku niemowlęcym. Inaczej umęczy się i dziecko i my.



Dlatego należy wprowadzić korektę, z dzieckiem można WSZYSTKO i NIC, co oznacza, że można DUŻO. Jednakże podstawą jest dopasowanie działań do potrzeb dziecka.
Po zaplanowaniu wakacji plułam sobie w brodę, że mogliśmy jednak znaleźć coś bliżej. A my rzuciliśmy się w podróż 450km. Zaskoczyło mnie jednak jak Hanula dobrze zniosła podróż.
Wyjazd przygotowywaliśmy długo. Właściwie to ja pracowałam nad listami rzeczy które mamy zabrać. Listę Hanulki podzieliłam na działy: karmienie, spanie, przewijanie, spacer, ubranka, kąpiel i inne. W innych znalazły się zabawki. Dodatkowo przygotowałam listę – apteczka. Listy ważna sprawa, pomagają nam zabrać wszystko co potrzebne. Ale co zrobić, żeby wszystko znalazło się w odpowiednim miejscu?




Przygotować kolejną listę 😊 Zapisałam skrupulatnie co ma jechać z nami w samochodzie (dokładnie w torbie do wózka) Jestem pewna, że gdybym tego nie zapisała, okazałoby się, że nie mam czym umyć butelki po karmieniu. Bo szczotka jest w walizce na dnie bagażnika. Wiedziałam też, że muszę przygotować termos z wodą, oraz wodę w butelce. I wiecie co? Przed wyjazdem trenowałam rozcieńczanie wody w taki sposób, żeby woda była letnia i dobra rozpuszczenia MM. Wbrew pozorom dla niewprawionych wydaje się to trudne, ale po kilku razach człowiek staje się mistrzem. Po powrocie nie umiałam podgrzać wody w mikrofalówce. Zapomniałam na jaki czas wstawiałam.

Jeżeli chodzi o przewijanie to zazwyczaj w samochodzie jedzie podkład, pampersy, chusteczki i coś do smarowania. Ale uwaga! Zabierzcie ze sobą rolkę cienkich worków! Jak spotka was gigantyczna KUPA, naprawdę łatwiej to ogarnąć mając pod ręką woreczek.
Kocyk piknikowy – super mieć go pod ręką, bo nawet na trawce obok McDonald’a można pozwolić dziecku na rozprostowanie kończyn.
Woreczek z zabawkami – czyli jakieś małe zabawki do podawania dziecku podczas podróży.
Coś do picia – u nas sprawdził się kubek niekapek Chicco i gotowa woda z sokiem BabyDream. Po ostatnich perypetiach z kubkiem z Aventu naprawdę polecam ten z Chicco.
Chrupki kukurydziane – zamknijcie cztery chrupki pałki w torebce z Ikei 😊 zajmą mniej miejsca niż całe opakowanie. Teoretycznie w naszym samochodzie nie je się podczas jazdy, w praktyce różnie to bywa. Tata przecież nie widzi...*


*niestety tata kupił lusterko, teoretycznie dla mnie... ale chyba jednak nas podgląda :D


czwartek, czerwca 07, 2018

historia matki wyklętej

historia matki wyklętej

Jak stałam się matką wyklętą? O tym dzisiaj.

Jestem pod wrażeniem, że nadal zaglądacie na bloga! Obserwujecie NIAFA i często piszecie miłe słowa. Zapewne część z was zna historię MATKI WYKLĘTEJ, część z was pewnie nie do końca. Opowiem Wam jak to się stało, że tak mnie nazwano…
Instagram. Miejsce gdzie wszystko jest piękne, kolorowe, macierzyństwo jest najpiękniejszym momentem w życiu kobiety, a dzieci nieustannie się śmieją. Miejsce w którym pokazujemy, chwalimy się, dzielimy radością… a także jesteśmy anonimowi. Oczywiście jeżeli chcemy, możemy być bardzo anonimowi. Ta anonimowość dodaje odwagi. Odwagi do komentowania, doradzania, obrażania…

Na Instagramie przewija się również temat karmienia niemowląt. Karmienie – ważna sprawa, jednakże ten temat zawęża się do karmienia PIERSIĄ.
Jedna z dziewczyn, którą obserwowałam bo miała zbliżony termin porodu do mojego, pewnego dnia wstawiła zdjęcie córeczki karmionej butelką. Po prostu karmionej butelką. Nie wiem czy ktokolwiek zastanowił się, że w tej butelce może być pokarm matki. Może po barwie mleka założono – to nie jest pokarm matki! To mleko modyfikowane! W komentarzach zawrzało.

Nie karmisz piersią? Dokarmiasz? Dlaczego? Przystawiasz? Skorzystaj z doradcy laktacyjnego.

Poważnie… Pytań i dobrych rad były tam setki. Hmm nawet jedna sympatyczna osobistość opisała jak przywróciła laktację po 6 miesiącach nie karmienia. Z racji, że ja zostałam w tym temacie przeczołgana, napisałam tylko „Nie ważne jak karmisz. Ważne, że karmisz. Dziecko ma być najedzone, a Ty szczęśliwa. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.”
I w tym momencie atak przekierował się na mnie. W sumie dobrze, bo wtedy już po mnie takie rzeczy spływały. Ej, w sumie nawet nikt nie pytał jak ja karmiłam! Od razu założono, że propaguję karmienie mlekiem modyfikowanym, co było nieprawdą! Summa summarum, wyszło na to, że…

Nie wiem co jest najlepsze dla dziecka
Promuję karmienie MM
Pewnie jestem marketingowcem jakiegoś mleka
Taka matka jak Ja powinna być wyklęta

To ostatnie rozwaliło nie tylko mnie, ale i osoby uczestniczące w dyskusji. Kilka dziewczyn wstawiło się za mną, kilka odważyło się powiedzieć wprost co myślą. A mnie osobiście ta nazwa bardzo się spodobała i podziękowałam za kreatywność 😊 Mogę być #matkąwyklętą, najlepszą matką wyklętą dla mojej córki 😊

niedziela, maja 06, 2018

Projekt Królik Doktor - w podziękowaniu dla naszej Pani Doktor

Projekt Królik Doktor - w podziękowaniu dla naszej Pani Doktor
Królik Doktor to mój najtrudniejszy do tej pory królikowy projekt. Jak już wspominałam szycie ciałka królika opanowałam do perfekcji, jednak na myśl o ubrankach robi mi się gorąco...
Moją Panią Doktor króliczki rozczulały, zawsze mówiła, że jak będzie miała córeczkę to zamówi u mnie pięć takich. Póki co ma synka, a ja wpadłam na pomysł podarowania jej "wyjątkowego" królika.
Pana Doktora

Ufff co to się działo... Fartuch wyczerpał wszystkie moje zasoby energii... Był moment, w którym myślałam, że rzucę to wszystko. Sąsiedzi też słyszeli... przybijanie napów młotkiem na balkonie. 
Ajj posypią się pytania kiedy mam czas na te zabawy przy Hani... Odpowiem krótko. Po godzinach. A króliczka szyje się na raty.

Myślę, że takie podziękowanie będzie oryginalne a zarazem z serca. Ciężko mi ująć w słowach, jak ważną osobą podczas ciąży była dla mnie moja Pani Doktor. Oprócz fachowej, profesjonalnej opieki, otoczyła nas troską, jakiej nigdy nie doświadczyłam ze strony żadnego lekarza. Właściwie gdyby tak się zastanowić podczas ciąży spotkałam wiele wspaniałych ludzi, z powołaniem. Personel medyczny, który towarzyszył nam podczas narodzin Hani, dał mi wiarę w ludzi. Naprawdę... Każdemu, życzę tego poczucia bezpieczeństwa, pewności, że reakcja nastąpi szybko. Podejrzewam, że bardzo długo będzie mnie rozczulać fakt, że obcy dla mnie ludzie okazali mi tyle serca. 






czwartek, marca 29, 2018

Pierwsza Marchewka

Pierwsza Marchewka






































Początki rozszerzanie diety naszego niemowlaka są niesamowicie ekscytujące. Warto przygotować się do tego wydarzenia skrupulatnie. Może to śmieszne, ale pierwszą rzeczą jaką poczyniłam w tym kierunku było zaprojektowanie kartki do zdjęcia pt. MOJA PIERWSZA MARCHEWKA. Następne były zakupy. Doświadczone mamy doradziły mi na początek kupić SŁOICZEK. I tu zaczyna się kontrowersyjna sprawa. Kilka osób zadało mi takie oto pytanie… „Teraz gotujesz korzystając z ekologicznych produktów, a wcześniej dawałaś słoiczek?”. Tak. Dałam słoiczek. Nie widzę w tym nic złego, zwłaszcza, że zaczynamy od łyżeczki, łyżki czy dwóch łyżek. I przyznam się, że cały czas mam w domu zapasowe słoiczki. Bo prawda jest taka, że są chwile w matkowym życiu takie, że nie uda się zupki ugotować, nie uda się dotrzeć na zakupy, lub zwyczajnie wyskoczy wyjazd, gdzie słoiczek jest wygodnym rozwiązaniem.

Pierwsza marchewka wprowadzana była u nas przez 3 dni. Po dwie łyżki. To była moja osobista decyzja, chciałam obserwować reakcje Hani na nowy pokarm.
Słoiczkowa przygoda trwała dwa tygodnie. Po marchewce, marchewka z ziemniakiem, dynia, dynia z ziemniakiem. Na koniec wjechał brokuł w słoiczku. I w tym momencie zdecydowałam: GOTUJEMY! Jeżeli ktoś nie jest przekonany do gotowania, polecam zasmakować wspomnianego wyżej BROKUŁKA w słoiczku.

Pierwsza Marchewka – Zupka Własna
1 duża marchew (80g)
Pół ziemniaka (40g)
Pół łyżeczki oliwy z oliwek
Szklanka wody

Korzystałam z przepisu, w którym zalecano dodać do zupki kleik ryżowy. Tak też uczyniłam. Jednakże konsystencja zupki była kleista. Hani konsystencja ta nie pasowała. Pominęłam kleik. Okazał się to strzał w dziesiątkę!

Marchew i ziemniaka kroimy w talarki. Zalewamy szklanką wrzącej wody. Gotujemy przez ok. 20 min. Blendujemy. Dodajemy oliwę. Zagotowujemy. Zupka gotowa!



piątek, marca 16, 2018

Myszka w stylu skandynawskim - Prototyp

Myszka w stylu skandynawskim - Prototyp
Bardzo długo kombinowałam jak uszyć myszkę typu Maileg, poszukiwałam wykroju, ale nic ciekawego nie znalazłam. W końcu sama zrobiłam wykrój i tym sposobem powstał Bogdan - Pan Myszka. 
Skandynawskie zabawki zachwycają swoją naturalnością i prostotą. Są przecudowne! Mam tak wiele pomysłów i chęci by coś podziałać w tym temacie. Ale ciężko... z małym Bąblem to średnio możliwe. Do tego dochodzi problem z ręką. Czy któraś z Was borykała się z zapaleniem mięśnia czworobocznego i drętwieniem ręki? Przyjmę każdą poradę, która pomoże w zniwelowaniu bólu.